„Sztuka” AI to nudna, bezduszna kradzież – a kiedy widzę ją jako artysta, krew mnie zalewa.
„Sztuka” AI to nudna, bezduszna kradzież – jako artystka widzę czerwień
Jess Harwood, uznana artystka wizualna i pisarka, dzieli się osobistą refleksją na temat rosnącej dominacji sztucznej inteligencji w świecie kultury. Opisując swoje doświadczenia z koncertu zespołu Split Enz, autorka podkreśla, że fundamentem prawdziwej sztuki jest autentyczne ludzkie doświadczenie i emocje, których nie da się zaprogramować ani wygenerować za pomocą algorytmów.
W artykule Harwood ostro krytykuje obrazy i teksty tworzone przez AI, nazywając je „bezduszną kradzieżą” oraz „jałową imitacją”. Zwraca uwagę nie tylko na kwestie etyczne związane z wykorzystywaniem prac artystów do trenowania modeli, ale także na ogromny koszt ekologiczny funkcjonowania centrów danych, które zużywają kolosalne ilości energii i wody.
Autorka stanowczo odrzuca możliwość korzystania z narzędzi generatywnych w swojej pracy, argumentując, że automatyzacja procesu twórczego pozbawia artystę poczucia spełnienia. Dla niej sztuka to proces pełen trudów i wyzwań, a próba zastąpienia go gotowym wynikiem z promptu sprawia, że postać twórcy staje się całkowicie zbędna.
Dlaczego sztuczna inteligencja budzi sprzeciw twórców
W zeszłym tygodniu po raz pierwszy poszłam sama na koncert. Siedziałam na swoim miejscu, będąc prawdopodobnie najmłodszą osobą w sali i jedną z tysięcy podekscytowanych fanów Split Enz. To było wspaniałe – czułam radość i ból, gdy słowa piosenek opowiadały o prawdziwie przeżytych ludzkich doświadczeniach. Z satysfakcją uświadomiłam sobie, że nie muszę się zastanawiać, czy Split Enz użyło AI w swojej pracy (co obecnie zdarza mi się tak często), ponieważ te hity powstały na długo przed tym, zanim o kimkolwiek się to śniło.
Jako artystka wizualna i pisarka, gdy widzę obrazy, muzykę lub słowa generowane przez AI prezentowane jako „sztuka”, widzę czerwień. To nudne, to kradzież, to bezduszne, sterylne i zabija planetę poprzez energochłonne i pożerające wodę centra danych. Ktoś zasugerował, że „sztuka wizualna” AI powinna być nazywana „Computer Rendered Artificial Pictures” (CRAP). Nie tylko ja tak uważam. W australijskiej społeczności komiksowej festiwale takie jak Perth Comics Arts Festival potępiły AI, deklarując: „nie będziemy świadomie promować materiałów generowanych przez AI ani nie pozwolimy, aby takie prace były częścią naszego festiwalu”. Kiedy to usłyszałam, zacisnęłam pięść w geście triumfu.
Proces twórczy jako fundament tożsamości artysty
W swoim życiu interesuje mnie tylko to, co potrafi zrobić człowiek, więc z radością pozwalam, by AI mnie omijało. Rysuję po staremu – ręką. Wymyślam pomysły po staremu – mózgiem. Robię to, ponieważ tworzenie sztuki szybciej z pomocą AI nie uczyniłoby mnie bardziej kreatywną, wykwalifikowaną czy spełnioną. To właściwie wyssałoby kolory z mojej egzystencji jako artystki. Pewnego razu skontaktował się ze mną badacz, który tworzył AI specjalnie dla artystów. Podobno mogłabym wytrenować jego technologię w moim własnym stylu, bym w końcu mogła po prostu wpisać tekstowy prompt i voilà! Dzieło sztuki pojawiłoby się samo, jakbym to ja je narysowała. Nie musiałabym nawet podnosić pióra.
Nigdy nie odpowiedziałam na ten e-mail. Jeśli byłabym w stanie wygenerować dzieło sztuki w kilka sekund, to jaki jest mój cel jako artystki? Tworzenie sztuki jest jak spędzenie sześciu miesięcy w przeciekającej łodzi. Woda wlewa się do środka, walczysz, by utrzymać się na powierzchni, kwestionując wszystkie swoje wybory, aż w końcu triumfalnie wdrapujesz się na suchy ląd. Przepraszam, ale nie można oddzielić artysty od procesu twórczego. Kiedy ludzie są poruszeni sztuką, chcą poznać twórcę i proces, który za tym stoi – chcą poznać zespół, kupują ich gadżety, by powiedzieć „widziałem ich na żywo”. Kto stoi za „sztuką” AI? Maszyna? Osoba, która napisała prompt? Technologiczny „bro”, który zbudował AI skrapującą ludzkie umiejętności?
Sztuka jako dowód ludzkiej obecności
Pomijając kwestie prawne dotyczące autorstwa i praw autorskich, co ktokolwiek z nich mógłby powiedzieć o procesie generowania obrazu, co miałoby moc poruszenia kogoś lub ujawnienia czegoś o ludzkim doświadczeniu? „Wpisałem prompt i nacisnąłem enter” – niesamowite, stary, dobra robota. Siedząc tam i słuchając „Message to My Girl”, mój umysł cofnął się w czasie do najwcześniejszych ludzi. Oni byli artystami – znaleźliśmy ich starożytne malowidła jaskiniowe i biżuterię. Mój umysł wybiegł też w przyszłość. W ostatnim dniu ludzkości ktoś podniesie patyk i napisze coś w ziemi. Albo wypowie na głos jakieś słowa. Albo zaśpiewa piosenkę. W otchłani zostawimy swój ślad, ponieważ sztuka jest sposobem, w jaki mówimy: „byliśmy tu i żyliśmy”.
Do tamtej nocy postrzegałam generatywną AI jako zagrożenie dla sztuki, brudne stworzenie, przed którym musiałam być o krok do przodu. To był mój błąd. Zaśmiałam się głośno, gdy zobaczyłam ją taką, jaka jest w rzeczywistości: bladą imitacją prawdziwej rzeczy, która jest wyłączną domeną człowieka, a nie maszyny. Niech żyje sztuka i nasze człowieczeństwo.
Źródło: Artykuł powstał na bazie materiału z portalu The Guardian.
Autor oryginalnego tekstu: Jess Harwood (The Guardian)
